2 stycznia 2010 roku Olkusz stał się miejscem finału jednej z najgłośniejszych kradzieży dzieł sztuki w Europie. W mieszkaniu na osiedlu Pakuska policja odnalazła obraz Claude’a Moneta „Plaża w Pourville” – wart miliony i skradziony dekadę wcześniej z Muzeum Narodowego w Poznaniu.
Dzieło było schowane za podwójną ścianką starej szafy w mieszkaniu rodziców cichego miłośnika francuskich impresjonistów – mieszkańca Olkusza. To właśnie on okazał się sprawcą najbardziej zuchwałej kradzieży w historii polskiego muzealnictwa.
Przez lata śledczy byli przekonani, że obraz dawno wyjechał z kraju i trafił do prywatnych kolekcji. Tymczasem Monet spokojnie leżał w kawalerce w olkuskim bloku. Złodziej – jak twierdził – nie chciał go sprzedać. Czasem wyjmował płótno i podziwiał.
Sprawcą był technik budowlany z Olkusza, który w 2000 roku pojechał do Poznania jako rzekomy student malarstwa. Uzyskał zgodę na szkicowanie w sali z Monetem, a przez kilka godzin wycinał oryginał z ramy i podmienił go na kopię. Wyszedł z muzeum niezauważony.
Miał też ciekawą ksywkę – „Cielak”. Podobno dlatego, że potrafił zepsuć najprostszą akcję. – Czego się dotknął, to schrzanił – śmiał się z niego jeden z olkuskich policjantów. A jednak potrafił zapanować nad sobą i zrealizować jedną z najsłynniejszych kradzieży sztuki w Polsce.
Przez dziewięć lat pozostawał bezkarny. Wpadł przypadkiem – jego odciski palców trafiły do policyjnej bazy przy okazji innych spraw. Dopiero wtedy technicy powiązali je ze śladami pozostawionymi w muzeum.
Kiedy policja zapukała do drzwi na Pakusce, zakończyła się historia, która zaczęła się w wielkim muzeum, a przez dekadę miała swój sekret w zwyczajnym mieszkaniu w Olkuszu.
Robert Z. został skazany na 3 lata więzienia i musiał zapłacić za renowację obrazu. „Plaża w Pourville” wróciła do muzeum jako jedyny Monet w polskich zbiorach.
A Olkusz? Na zawsze zapisał się w tej historii jako miejsce, gdzie przez lata ukrywano bezcenny skarb.


